Miasto zaczynało usypiać. Na pustoszejących ulicach tylko z rzadka można było usłyszeć naciskane przez zdenerwowanych kierowców klaksony. W autobusach i tramwajach znajdowało się coraz mniej pasażerów. Był to jeden z pierwszych, ciepłych wieczorów tej wiosny. Większość mieszkańców opuściła domy na weekend, by rozpocząć grillowy sezon na działkach, młodzi mężczyźni wyszli do barów, żeby obejrzeć w gronie kibiców sobotni mecz na szczycie Premier League, pijąc przy tym kilka kufli zimnego piwa, a ich kobiety w domach urządzały sobie babskie spotkania przy winie. Chodnikami oświetlonymi żółtym blaskiem lamp przemieszczało się już niewielu przechodniów. Znalazła się wśród nich para młodych ludzi, którzy nie wiedzieć czemu spacerowali jedną z ulic w centrum miasta. Po swojej prawej stronie mieli widok na kilka aut, które zatrzymały się na czerwonym świetle, a po lewej mieli ogromny, pomazany mur, którym ogrodzony był lokalny zakład firmy. Chłopak obejmował dziewczynę w talii i prowadził ją wzdłuż ulicy. Nie rozmawiali zbyt dużo, oczywiście nie dlatego, że było to ich pierwsze spotkanie i byli zestresowani swoją obecnością. Znali się już dość długo, dawno przeszli etap romantycznych randek, kolacji przy świecach i pierwszego obiadu z rodzicami. Dziś zmierzali prosto do wyznaczonego sobie wcześniej celu, jakim była ławka postawiona kilkanaście metrów przed skrzyżowaniem. Zanim dotarli do swojego miejsca minęła ich grupa ludzi. Wszyscy z nich mieli na głowie kaptury oraz charakterystyczne czapki z daszkiem. Nie można było dostrzec ich twarzy, jedynie słysząc ich głosy można było stwierdzić, że są kilka lat młodsi od niemalże niezauważonej przez nich pary. Jeden z nich, jadący obok nich na deskorolce wpadł przypadkowo na dziewczynę. Jej partner obrzucił go morderczym wzrokiem i syknął:
- Uważaj trochę, gnoju, co?
Deskorolkarz nawet nie usłyszał tej groźby, uniósł tylko dłoń w przepraszającym geście i poprawił słuchawkę, która wypadła mu z ucha.
- Pieprzony gówniarz, myśli, że jak założy sobie kaptur na łeb i włoży słuchawki w uszy, to wszystko mu wolno. Sukinsyn, pewnie rodzice są z ciebie dumni – krzyknął w stronę oddalającego się chłopaka.
- Daj spokój, Michał, przecież nic się nie stało – odpowiedziała łagodnym głosem dziewczyna, po czym usiadła na ławce, do której zdążyli już dojść - To tutaj - powiedziała, wtulając się w ramię chłopaka.
- Teraz mi o nim opowiesz? - zapytał, patrząc na znikającą za rogiem grupę ludzi.
- Naprawdę chcesz tego słuchać, Michał?
- Tak, przecież był twoim bratem. Zresztą widzę, jak się z tym męczysz. Lena, musisz się komuś wyżalić.
Lena wzięła głęboki oddech i uciekając od oczu Michała zaczęła cicho mówić.
- Daniel był jednym z nich.
- Z nich? Też wałęsał się w czarnych bluzach i nosił za szerokie spodnie? To już chyba wiem, jak ta historia się skończy.
- Przestań, nic nie rozumiesz. Daj mi skończyć.
- Dobrze, już dobrze – powiedział uspokajającą i ironicznym tonem dodał: – zamieniam się w słuch.
Lena prychnęła gniewnie, zdecydowała się jednak na kontynuowanie historii
- Na początku śmiałam się z niego. Wyglądał dziwnie, ta cała otoczka nie pasowała do niego. Wiesz, to był taki typowy grzeczny chłopiec, a teraz zaczął zakładać inne ubrania. Zbuntował się jak każdy nastolatek, co chce pokazać swoją inność, niezależność. Kiedy czasem sprzątałam u niego w pokoju, widziałam masę kartek, na których malował różne słowa, jakieś obrazki, naprawdę różne rzeczy się tam znajdowały. Szybko robił postępy, chwalił mi się czasami, że jego prace podobają się innym. Ciągle mówił mi o graffiti, opowiadał o swoich idolach, pokazywał ulubione prace. Wydaje mi się, że byłam jedyną osobą, która traktowała jego pasję poważnie – Lena na moment przerwała opowiadanie, żeby zebrać myśli i ułożyć kilka kolejnych zdań, potem zaczęła mówić dalej: - Wiesz, rodzice ciągle się z niego śmieli, ojciec złościł się widząc, jak się ubiera. Mówił mu, że wygląda jak ćpun. Wtedy Daniel przestał z nimi gadać. Ja doceniłam go, kiedy zobaczyłam, że wszystkie swoje pieniądze przeznacza na nowe flamastry. W końcu kupił pierwszą puszkę farby. Oczywiście nikomu o tym nie powiedział, dopiero jak namalował coś w jakimś opuszczonym budynku pokazał mi zdjęcie zrobione telefonem z tym malunkiem. Zresztą, jaki tam malunkiem, to był tylko jego pseudonim, jeszcze ledwo go rozczytałam. Było tam napisane tylko Komon. Taką sobie wybrał ksywkę, oczywiście sam to wymyślił, bo nikt tak do niego nie mówił. Zapytałam, czemu tak się przezwał. Odpowiedział, że spolszczył sobie pseudonim jego ulubionego rapera. Zaczął mi puszczać jego piosenki, pokazywał przetłumaczone teksty, opowiadał z takim zaangażowaniem, że wiedziałam, że całe to graffiti, ta kultura hip-hop, jak on o tym mówił, to dla niego po prostu wszystko. Zgadnij, dlaczego spolszczył ten pseudonim - Lena spojrzała na Michała z uśmiechem.
- Dlatego, żeby nie kserować? - odparł chłopak, zdając sobie sprawę, że ta odpowiedź jest zbyt prosta.
- Nie - dziewczyna uśmiechnęła się szerzej - nie lubił litery "c". Mógł namalować "o", ale "c" nigdy mu nie wychodziło. Przynajmniej on tak twierdził. Omijał tę literę, jakby była przeklęta.
- Ta, widzę, że był tak dziwny, jak jego siostra – Michał próbował rozładować atmosferę nieco patetycznego opowiadania Leny, spotkał się jednak z jej rozzłoszczonymi źrenicami. – Dobra, już nie przerywam, mów dalej.
- Dalej wszystko poszło szybko. Pewnego dnia rodzice dowiedzieli się, że Daniel maluje. Wiesz, dla nich to był zwykły wandalizm, malowanie w windach, zamazywanie pomników i takie tam. Był straszny dym w domu. Daniel zabrał plecak z puszkami i wybiegł z domu. Po kilku godzinach zadzwoniła policja, żeby powiedzieć nam, że nie żyje - Lena odetchnęła głęboko, otarła spływającą po policzku łzę i mówiła dalej: - O wszystkim dowiedziałam się z bloga jakiegoś kolegi Daniela. Opisał wszystko. Ten mur to jakaś kolebka tutejszych writerów. Każdy chce tu coś namalować, napisać swój pseudonim, to podobno strasznie ważne miejsce. Z tego co pisał ten bloger Jamie, to Daniel długo się przygotowywał do przyjścia tutaj. Chciał namalować coś naprawdę dobrego. Byli tutaj w czterech, Daniel zdążył napisać tylko "KOMO" potem z dwóch stron wyszli ochroniarze z tego zakładu. Oni wcześniej złapali już kilku writerów i dość mocno skopali im tyłki. Daniel i kumple zaczęli uciekać, chcieli przebiec przez ulicę. Daniel zaczepił stopą o tramwajową szynę, motorniczy nie zdążył wyhamować, dalej chyba się już domyślasz. Dziś mija rok... - ostatnie słowa Lena wypowiedziała łamanym głosem.
- Spokojnie, kochanie - Michał objął ją i poczuł jej mokry policzek przy swojej twarzy. – Nie płacz już. Nie wrócisz mu życia, a szkoda wypłakiwać oczu. Już dobrze – dodał, głaszcząc ją po włosach.
Pomilczeli przez kilka chwil. Gdy Lena uspokoiła się, wzięła leżącą obok torebkę i wstała z ławki.
- Chodź - powiedziała - tam z drugiej strony muru jest ten niedokończony napis. Nie widziałam go od momentu, kiedy ten Jamie opisał wszystko na blogu. Zapalę tam znicz.
Zaczęli wolno iść w zamierzonym kierunku, kiedy za rogiem zaczęły się okrzyki.
- Wypierdalać stąd! – krzyczał przeciągając sylaby chrapliwy głos. - Łap ich, trzeba w końcu nauczyć tych śmieci porządku
Zza rogu wyskoczyła ta sama grupa ludzi, która mijała ich wcześniej. Kilku z nich miało puszki farby w ręku, wszyscy uciekali, przepychając się między parą zakochanych. Cała sytuacja trwała nie dłużej niż kilkadziesiąt sekund. Młodzi szybko uciekli przed dwoma grubawymi ochroniarzami, z których żaden nie nadawał się do sprinterskich pościgów.
- Boże kochany, oni dalej niczego się nie nauczyli - powiedziała smutno Lena i powoli zaczęła szukać napisu swojego brata. Znalazłszy go, otworzyła szeroko usta, a z dłoni wyleciał jej szklany znicz, roztrzaskując się na betonowym chodniku. Nad napisem znajdowała się namalowana postać, łudząco podobna do Daniela, a cztery litery zostawione przez niego zostały przekształcone w napis:
- Uważaj trochę, gnoju, co?
Deskorolkarz nawet nie usłyszał tej groźby, uniósł tylko dłoń w przepraszającym geście i poprawił słuchawkę, która wypadła mu z ucha.
- Pieprzony gówniarz, myśli, że jak założy sobie kaptur na łeb i włoży słuchawki w uszy, to wszystko mu wolno. Sukinsyn, pewnie rodzice są z ciebie dumni – krzyknął w stronę oddalającego się chłopaka.
- Daj spokój, Michał, przecież nic się nie stało – odpowiedziała łagodnym głosem dziewczyna, po czym usiadła na ławce, do której zdążyli już dojść - To tutaj - powiedziała, wtulając się w ramię chłopaka.
- Teraz mi o nim opowiesz? - zapytał, patrząc na znikającą za rogiem grupę ludzi.
- Naprawdę chcesz tego słuchać, Michał?
- Tak, przecież był twoim bratem. Zresztą widzę, jak się z tym męczysz. Lena, musisz się komuś wyżalić.
Lena wzięła głęboki oddech i uciekając od oczu Michała zaczęła cicho mówić.
- Daniel był jednym z nich.
- Z nich? Też wałęsał się w czarnych bluzach i nosił za szerokie spodnie? To już chyba wiem, jak ta historia się skończy.
- Przestań, nic nie rozumiesz. Daj mi skończyć.
- Dobrze, już dobrze – powiedział uspokajającą i ironicznym tonem dodał: – zamieniam się w słuch.
Lena prychnęła gniewnie, zdecydowała się jednak na kontynuowanie historii
- Na początku śmiałam się z niego. Wyglądał dziwnie, ta cała otoczka nie pasowała do niego. Wiesz, to był taki typowy grzeczny chłopiec, a teraz zaczął zakładać inne ubrania. Zbuntował się jak każdy nastolatek, co chce pokazać swoją inność, niezależność. Kiedy czasem sprzątałam u niego w pokoju, widziałam masę kartek, na których malował różne słowa, jakieś obrazki, naprawdę różne rzeczy się tam znajdowały. Szybko robił postępy, chwalił mi się czasami, że jego prace podobają się innym. Ciągle mówił mi o graffiti, opowiadał o swoich idolach, pokazywał ulubione prace. Wydaje mi się, że byłam jedyną osobą, która traktowała jego pasję poważnie – Lena na moment przerwała opowiadanie, żeby zebrać myśli i ułożyć kilka kolejnych zdań, potem zaczęła mówić dalej: - Wiesz, rodzice ciągle się z niego śmieli, ojciec złościł się widząc, jak się ubiera. Mówił mu, że wygląda jak ćpun. Wtedy Daniel przestał z nimi gadać. Ja doceniłam go, kiedy zobaczyłam, że wszystkie swoje pieniądze przeznacza na nowe flamastry. W końcu kupił pierwszą puszkę farby. Oczywiście nikomu o tym nie powiedział, dopiero jak namalował coś w jakimś opuszczonym budynku pokazał mi zdjęcie zrobione telefonem z tym malunkiem. Zresztą, jaki tam malunkiem, to był tylko jego pseudonim, jeszcze ledwo go rozczytałam. Było tam napisane tylko Komon. Taką sobie wybrał ksywkę, oczywiście sam to wymyślił, bo nikt tak do niego nie mówił. Zapytałam, czemu tak się przezwał. Odpowiedział, że spolszczył sobie pseudonim jego ulubionego rapera. Zaczął mi puszczać jego piosenki, pokazywał przetłumaczone teksty, opowiadał z takim zaangażowaniem, że wiedziałam, że całe to graffiti, ta kultura hip-hop, jak on o tym mówił, to dla niego po prostu wszystko. Zgadnij, dlaczego spolszczył ten pseudonim - Lena spojrzała na Michała z uśmiechem.
- Dlatego, żeby nie kserować? - odparł chłopak, zdając sobie sprawę, że ta odpowiedź jest zbyt prosta.
- Nie - dziewczyna uśmiechnęła się szerzej - nie lubił litery "c". Mógł namalować "o", ale "c" nigdy mu nie wychodziło. Przynajmniej on tak twierdził. Omijał tę literę, jakby była przeklęta.
- Ta, widzę, że był tak dziwny, jak jego siostra – Michał próbował rozładować atmosferę nieco patetycznego opowiadania Leny, spotkał się jednak z jej rozzłoszczonymi źrenicami. – Dobra, już nie przerywam, mów dalej.
- Dalej wszystko poszło szybko. Pewnego dnia rodzice dowiedzieli się, że Daniel maluje. Wiesz, dla nich to był zwykły wandalizm, malowanie w windach, zamazywanie pomników i takie tam. Był straszny dym w domu. Daniel zabrał plecak z puszkami i wybiegł z domu. Po kilku godzinach zadzwoniła policja, żeby powiedzieć nam, że nie żyje - Lena odetchnęła głęboko, otarła spływającą po policzku łzę i mówiła dalej: - O wszystkim dowiedziałam się z bloga jakiegoś kolegi Daniela. Opisał wszystko. Ten mur to jakaś kolebka tutejszych writerów. Każdy chce tu coś namalować, napisać swój pseudonim, to podobno strasznie ważne miejsce. Z tego co pisał ten bloger Jamie, to Daniel długo się przygotowywał do przyjścia tutaj. Chciał namalować coś naprawdę dobrego. Byli tutaj w czterech, Daniel zdążył napisać tylko "KOMO" potem z dwóch stron wyszli ochroniarze z tego zakładu. Oni wcześniej złapali już kilku writerów i dość mocno skopali im tyłki. Daniel i kumple zaczęli uciekać, chcieli przebiec przez ulicę. Daniel zaczepił stopą o tramwajową szynę, motorniczy nie zdążył wyhamować, dalej chyba się już domyślasz. Dziś mija rok... - ostatnie słowa Lena wypowiedziała łamanym głosem.
- Spokojnie, kochanie - Michał objął ją i poczuł jej mokry policzek przy swojej twarzy. – Nie płacz już. Nie wrócisz mu życia, a szkoda wypłakiwać oczu. Już dobrze – dodał, głaszcząc ją po włosach.
Pomilczeli przez kilka chwil. Gdy Lena uspokoiła się, wzięła leżącą obok torebkę i wstała z ławki.
- Chodź - powiedziała - tam z drugiej strony muru jest ten niedokończony napis. Nie widziałam go od momentu, kiedy ten Jamie opisał wszystko na blogu. Zapalę tam znicz.
Zaczęli wolno iść w zamierzonym kierunku, kiedy za rogiem zaczęły się okrzyki.
- Wypierdalać stąd! – krzyczał przeciągając sylaby chrapliwy głos. - Łap ich, trzeba w końcu nauczyć tych śmieci porządku
Zza rogu wyskoczyła ta sama grupa ludzi, która mijała ich wcześniej. Kilku z nich miało puszki farby w ręku, wszyscy uciekali, przepychając się między parą zakochanych. Cała sytuacja trwała nie dłużej niż kilkadziesiąt sekund. Młodzi szybko uciekli przed dwoma grubawymi ochroniarzami, z których żaden nie nadawał się do sprinterskich pościgów.
- Boże kochany, oni dalej niczego się nie nauczyli - powiedziała smutno Lena i powoli zaczęła szukać napisu swojego brata. Znalazłszy go, otworzyła szeroko usta, a z dłoni wyleciał jej szklany znicz, roztrzaskując się na betonowym chodniku. Nad napisem znajdowała się namalowana postać, łudząco podobna do Daniela, a cztery litery zostawione przez niego zostały przekształcone w napis:
KOMON
12.02.1990-13.05.2007
PAMIĘTAMY
12.02.1990-13.05.2007
PAMIĘTAMY
5 osób ma ochotę coś dodać:
jest o wiele lepiej, całość na duży plus:)
jestem pod wrażeniem, świetna historia!
Jestem pod wrażeniem! Twoje wtrącenia od autorskie są dobrze, ba! genialnie rozpisane. Ciekawa fabuła plus lekkość czytania, równa się idealne dzieło. Co tu dużo pisać, piszesz świetnie i kuj żelazo póki gorące:].
Tak na marginesie, jesteś jedynym facetem, który zamieszcza jakiekolwiek opowiadania na łamach blogu;). Zapraszam do siebie, piszę opowiadania różnogatunkowe, ale inspiruję się literaturą grozy http://robertdor.blogspot.com/
Pisz dalej, kontynuuj swoją pasję, bo szkoda talentu, na prawdę. Pozdrawiam.
Zapraszam serdecznie!
www.karmazynowy-odplyw.blog.onet.pl
KiSsiE
dawno nie czytałem czegoś tak koszmarnie napisanego. wygląda jakby 40 latka pisała o graffit :D
Prześlij komentarz