Strony

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Katarzyna poszerza mi horyzonty

Nie samym rapem człowiek żyje. Dlatego od czasu do czasu sięgam po muzykę inną, najczęściej dostarczają mi jej znajomi. Najczęściej jest to Katarzyna, słuchająca metalu, reggae Hey i wielu innych nie związanych ze sobą żadną miarą wykonawców. Oto, co dostałem od niej ostatnio:
 KAT - Ballady (1993)
Wchodząc w hasło "KAT" na Wikipedii po prawej kolumnie mamy gatunek muzyczny, prezentowany przez grupę. "Trash metal", "heavy metal", "black metal" zazwyczaj odruchowo wzdrygam się, kiedy słyszę te nazwy. O ile rock uwielbiam, nawet ten mocniejszy, to metal jest dla mojego gustu muzycznego szczeblem, na który wejść nigdy nie będę potrafił. Jednakże tytuł "Ballady" nieco mnie uspokoił i dałem KATowi szansę.
Jak widać żyję, co więcej, zdecydowałem się pisać o tym albumie, co uważam za spory sukces. "Ballady" swoich odbiorców znajdą przede wszystkim wśród słuchaczy metalu - to niezaprzeczalny fakt. Chociaż i ja znalazłem coś dla siebie. Piękną kompozycją rozpoczyna się ta płyta. "Legenda wyśniona" z Józefem Skrzekiem na klawiszach brzmi naprawdę świetnie. Wokal Kostrzewskiego i gitary pasują idealnie do klimatu tego wbijającego się w głowę numeru. Trzeba jednak zarzucić coś, co będzie powtarzać się też w innych piosenkach - numer jest wyciągnięty do granic możliwości, trwa aż dziewięć minut (!), jak dla mnie o połowę za długo. Pozostałe nagrania odbieram różnie, jedne można odtwarzać częściej, do niektórych nie chce się wracać. Stanowczo brakuje klawiszy. Kiedy już się pojawiają brzmią fenomenalnie (patrz: "Talizman"), kiedy ich nie ma, utwory nie prezentują się już tak zachęcająco. Na teksty warto przymknąć ucho, tylko tak można potraktować "kreślę za pentagramem krąg" i "wiele lat - dla mnie chwil". Przesłuchałem kilka razy, więc nie jest tak źle. Czy kiedykolwiek wrócę? No właśnie.

Lech Janerka - Fiu, fiu (2002)
Z Lechem Janerką u mnie jest tak, że znam gościa i dość pochlebnie się o nim wypowiadam, choć żadnej płyty nie słyszałem. Do tej pory. Z "Fiu, fiu" znałem tylko "Wieje". Teraz, kiedy znam cały album mogę dalej mówić o Janerce w samych superlatywach. Przyjemna dla ucha, czasami bardzo chwytliwa muzyka i wpadające w ucho refreny ("Trzeba iść do nieba, tak, tak, tak"). Ironiczne, gorzkie teksty, przy których można się uśmiechnąć. Charyzma. Czego chcieć więcej?
Oprócz wspomnianego "Wieje" album promować mogą świetne i wciągające kawałki takie jak "Leon" czy "Daj mi". Idealny album dla malkontentów, lubiących ponarzekać na świat. Jedyne wady są takie, że niektóre utwory porywają trochę mniej, ale oczywiście "Fiu, fiu" trafia na listę "do kupienia". 

Lech Janerka - "Plagiaty" (2005)
O "Plagiatach dużo można powiedzieć bez słuchania. Bo czy jest tutaj ktoś, kto nie słyszał wszechobecnego w 2005 roku "Roweru"? Janerka występował nawet w telewizyjnych festiwalach. To dzięki nim poznałem dwa kolejne utwory z "Plagiatów" - "Paradoksy" i "Ramydada". I już na podstawie tych trzech numerów można stwierdzić, że warto znać cały album. Niestety, zajęło mi aż siedem lat, żeby zapoznać się ze wszystkimi piętnastoma utworami. Prawie w każdym z nich Janerka nie może pogodzić się z otaczającym go światem, buntuje się przeciw niemu. przemycając gdzieniegdzie pacyfistyczne czy nawet anarchistyczne teksty. Wszystko to ma jednak pozytywny wydźwięk. Nie ma narzekactwa i depresji spowodowanej tym, że biednemu zawsze wiatr w oczy, a pchany pod górę kamień ciągle nam się stacza. Można się pokusić o porównanie do tego, co robi teraz Pablopavo. Teksty czasem są gorzkie, ale słucha się ich przyjemnie i lekko. W dodatku Janerka kapitalnie bawi się słowem (też jak Pablo), tworząc neologizmy i podobnie brzmiące zbitki słów. Muzycznie mamy energicznego młodego chłopaka, zamiast ponad 50-letniego mężczyzny. Powód? Na "Plagiatach" Janerka użył swoich kompozycji z okresu młodzieńczego, dopisał tylko nowe teksty. To również dzięki tym kompozycjom możemy odbierać ten album w kolorowych, a nie szarych barwach. "Plagiaty" spodobały się masom i krytykom, spodobają się też Tobie.

wtorek, 24 stycznia 2012

Erking/NNFOF - Sixpack 2 (2012) - recenzja


Produkcja: poprawna
Flow: poprawne
Technika: poprawna
Głos: poprawny
Teksty: słabe

Ocena: 2/5

sobota, 14 stycznia 2012

Mój 2011 - twórczość

2011 był dla mnie rokiem, w którym wkręciłem się mocno w przeróżne procesy twórcze. Blog, portal, opowiadania, czasem muzyka - weszło mi to w krew i zacząłem się powoli spełniać w tym, co robię. 

Blog
Poprzedni rok kończyłem z 14 tysiącami wejść. Teraz licznik wejść pokazuje ponad 50 tysięcy, co przerasta moje najśmielsze oczekiwania. W tym roku najczęściej pisałem recenzje, inne wpisy były tylko dodatkami. Kilka z tych recenzji było udostępnionych przez raperów na ich facebookowych fanpage'ach, kilka zanotowało sporo wejść ze ślizgu. Najwięcej odwiedzin zebrały recenzja Hansa Solo  (528 wejść) i Pana Kolczastego (365). Sporo osób czytało również cykl Dekadę wstecz (będzie kontynuowany na GramRapie), notkę o Szuwarze i relację z pielgrzymki. Dzięki zdjęciom ludzie nabijali mi licznik wchodząc w posty o Guru, koncertach Eldo i Mesa w Mińsku oraz w post o "Wonderwall".
Blog Mateusza Osiaka jest polecany między innymi przez Northima, Noida i Kruka za co jestem im bardzo wdzięczny, bo mogę dotrzeć do większego grona odbiorców. Sam zostałem wkręcony w Kółko Bloggerskiej Adoracji, kontakt z wyżej wspomnianymi oraz z Lite i Nowakiem pomógł mi nauczyć się sporo w tej "dziennikarskiej" sztuce. Wielkie podziękowania dla tych, którzy sprawdzali mi niektóre recenzje przed publikacją, dawali rady i konstruktywną krytykę.
Dla Czytelników już niedługo Koło Bloggerskiej Adoracji będzie miało niespodziankę, stay tuned. 

Portal
Rok temu nie przypuszczałem, że będę mógł pisać na jakimkolwiek muzycznym portalu. Gdzieś w połowie roku, kiedy recki zaczynały zdobywać jakiś tam internetowy fejm, a raperzy zaczynali je udostępniać pojawiła mi się myśl, że trzeba się wepchać do jakiejś większej strony. Lite pisze w MyBand.pl, Jaca, Northim i Nowak dla Popkillera, Kruk dla andergrand.pl, też musiałem się marnie sprzedać. Trafiłem na nowy portal, założony przez internetowego znajomego - Imensuna. W redakcji same znajome osoby, ja zostałem "Zastępcą naczelnego" (fajnie brzmi, co?). Docieram do zdecydowanie większej ilości ludzi, mam o wiele więcej chęci do porządnego pisania, same plusy. 

Opowiadania
Pisałem tylko w pierwszej połowie 2011 roku. Potem brakowało czasu i motywacji, choć pomysły mam i postaram się je zrealizować w 2012. Wielkiej prozy nie pisze, czysta zajawka, sprawiająca mega przyjemność. Napisałem pierwsze dłuższe opowiadanie zatytułowanie Karmelowy świat i opowiadające o graffiti Pamięć ulicy, Jak wyszły sprawdźcie sami. Patrząc na to z dzisiejszej perspektywy widzę sporo niedociągnięć, ale ogólnie rzecz biorąc jestem zadowolony. Teraz zdałem też sobie sprawę, że strasznie mało tego. Ruszę z czymś nowym jak tylko znajdę czas, obiecuję.
Muzyka
Zajaweczka na nagrywanie jest coraz mniejsza. CiężkoStrawni nagrali (chyba) tylko trzy kawałki. Jeden to całkiem świeży kawałek "CiężkoStrawni", drugi nie ma tytułu, ale opublikowany został, trzeci jest typowo bekowy. Wciąż trudno powiedzieć, czy będzie coś nowego, bo za mało ruchów, a za dużo wiadomo czego.

niedziela, 8 stycznia 2012

Podsumowanie polskiego rapu w 2011 - TOP10

10. Bonson – Historia po pewnej historii
PLUSY
Uzewnętrznianie się Bonsona w tekstach. Dobre bity Matka. Jest też w tej płycie jakaś siłą przyciągania, prawie nigdy nie wyrzuciłem "Historii" z plejera. "Rok później" to najczęściej odtwarzany przeze mnie kawałek w 2011 roku. Mimo tego, że nie mam w sobie nic z Bonsona, to podoba mi się ten album.
MINUSY
Monotematyczność, niektóre kawałki słabe. Feat TKZetora (Łodnaleźć szczęście) i tych typów w "Osiedla wciąż w nas wierzą". 
Więcej o płycie już niedługo na gramrap.pl

9. Medium – Teoria równoległych wszechświatów
PLUSY
Najlepiej wyprodukowany album 2011 roku. Genialnie dobrane sample, bity w „Nieznane” czy „Dzielnicy uNYsłu” wbijają w podłogę. Świetne pomysły na singlowe „Nieznane” i „Aromantycznie” (niezwykle plastyczny opis).
MINUSY
Medium dalej nie przekonuje jako MC i podobnie jak na poprzednich płytach niektóre tracki do wyrzucenia.


8. Zeus – Zeus, jak mogłeś?
PLUSY
Produkcja, koncepty na kawałki (mistrzowskie „99942”), flow, emocje, pewność siebie, odmienność Zeusa od reszty sceny.
MINUSY
Zbyt różnorodnie, kilka kawałków zupełnie mi nie siedzi, przez co dopiero ósme miejsce. 



7. Bisz/Pekro - Burza i napór
Od napisania recenzji zmieniło się tyle, że teraz jaram się praktycznie każdym kawałkiem z płyty i wracam bardzo często.








6. Hans Solo – 8
Dużo osób niestety nie sprawdziło, bo Hans to ten koleś z UMC. Niestety, mało kto w środowisku liczy się z Hansem, nie ma go na featach, w zestawieniach, nie ma go nigdzie. A szkoda, bo album świetny.






5. Sokół/Marysia Starosta - Czysta brudna prawda
PLUSY
Sokół w wysokiej formie. Mega patenty na numery (Myśl pozytywnie, Zły sen). Kapitalna produkcja – DJ Wich w „Myśl pozytywnie” jest genialny. Resztę napisał
MINUSY:
Kilka refrenów Marysi Starosty (szczególnie „Reset”). „Wspólna gałąź”.  Można by pozbyć się ze dwóch, trzech numerów i byłby ideał.



4. Haju & Złote Twarze - Międzyświat
Jeszcze w piątek na koncercie dziękowałem koleżance za to, że poleciła mi ten album. Boję się do niego wracać, bo wiem, że "Międzyświat" wciągnie mnie na długie godziny. Piękny album. 







3. Jeżozwierz – Pan Kolczasty
Wielkie zaskoczenie. Nie przepadałem specjalnie za Jeżem, a on wjechał z mega stylówką, slangiem i kozackimi bitami. Czy to nie za wysoka pozycja? Nie wiem. "Kolczasty" podoba mi się strasznie, dlatego wylądował na pudle w tak mocnym roku. Można nazywać go śmiało płytą roku, bo dwie pozycje, które umieściłem wyżej to giganci nie do ruszenia w moim rankingu. Dla Jeże propsy i chcemy więcej.



 
2. B.O.K. – W stronę zmiany
Dużo osób recenzowało ten album, ale z nikim się nie zgadzam. Sam też próbowałem się podjąć dogłębnej oceny "W stronę zmiany", ale skończyłoby się to naprawdę długim artykułem, którego nikt by nie przeczytał. Bisz tekstowo jest poza zasięgiem polskiej sceny. Można się czepiać flow i wady wymowy, ale chyba nie ma sensu. Wszystko jest dopracowane, linijki wgniatają w ziemię, Bisz potrafi zrobić z kawałkiem wszystko.
PLUSY
Przede wszystkim Bisz. Błyskotliwe, mocne linijki ("nie ma nic gorszego niż pijana głupia dupa, co drugi to nekrofil - lubi pukać trupa"), zabawa słowem, koncepty na kawałki („Ziarno do ziarna”), świetna narracja („Domino”, „Wszystko do nas wraca”, „Nie poddawaj się”), perfekcyjnie poskładane teksty, dobre flow. Sam uciągnął długi album bez żadnych gości. Raper kompletny.
Oer to świetny producent. Bangery, nastrojowe podkłady, wykorzystywanie żywych instrumentów. Kay też rzucił kilka świetnych refrenów. Genialna płyta, gdyby nie:
MINUSY
Kilka kawałków można śmiało wyrzucić, bo za długo trwa ten album (bynajmniej nie są słabe). Bisz rzuca też kilka wprawiających w konsternację linijek („jak nie masz miodu w uszach, poczujesz miód w uszach”, „jak więzienie dla słoni – mamy duże cele”).

1. Tomasz Andersen – Wbrew wskazówkom

Obecność Tomasza Andersena na szycie (i to nawiązanie do Sfondu Sqnksa, nie to Grubsona) może dziwić. Bo ma na tyle mocy, bo można czepiać się flow, bo OBIEKTYWNIE wyszło masę lepszych płyt. Czemu to Andersen wygrał napisałem w artykule wyżej. Jeżeli polubisz "Wbrew wskazówkom" to miejsce może być tylko jedno. Płyta wymyka się wszelkim szufladkom, nigdy nie myślałem, że coś w rapie będzie w stanie mnie jeszcze tak zaskoczyć.


Podsumowanie polskiego rapu w 2011 - miejsca 20-11

20. WFD – PraWFDepowiedziafszy
+ ogromny sentyment. 









19.Starszy Brat – Beaty, rymy, weekend
PLUSY
Zkibwoy wraca w dobrym stylu. I nie ma, że to rozczarowanie, bo żadnych oczekiwań nie miało prawa być. Kedyf i Młd nie przeszkadzają, wręcz przeciwnie, rzucają dobre zwrotki, czasem nawet lepsze niż król polskiego truskulu. „Żyje dla”, „Gdybym”, „Podróżnik”, „Na parafii”, „Małe rzeczy” (KAY, ZROBIŁEŚ TO) to bardzo dobre numery na niezłych bitach. Czego chcieć więcej?
MINUSY
Chcieć trzeba jeszcze lepszej formy wszystkich raperów i lepszych bitów. No i lepszych pomysłów na kawałki. Wszystko można podnieść o dwa poziomy.
 
18.Łona i Webber - Cztery i pół
PLUSY
Genialne „To nic nie znaczy”. Rap Łony i bity Webbera to od 2001 roku najwyższa półka. Jak zawsze są dobrze zrealizowane pomysły i kilka razy można się uśmiechnąć.
MINUSY
Nie wiem czy to dlatego, że bardzo się nastawiałem i odliczałem dni do premiery odkąd przesłuchałem single, ale zawiodłem się. Łona już nie błyszczy jak kiedyś, nie powoduje rozwalenia na łopatki (poza „To nic nie znaczy”), nie zaskakuje. Szkoda. 


17. Miuosh – Piąta strona świata
PLUSY
Największą zaletą śląskiego rapera to charyzmatyczny, zachrypnięty głos. Jest on bardzo przyciągający i dzięki niemu Miuosha miło się słucha. „Piąta strona świata” rozpoczyna się trzema wielkimi bangerami. „Więcej niż możesz” ze świetnym bitem Bob Aira oraz „Piąta strona świata” i „Coraz więcej” z bitami Emdeki są prawdziwym wejściem z buta. Dodatkowo w tytułowym kawałku możemy usłyszeć też legendę śląskiej sceny Jana Skrzeka, czyli Kyksa.
W dalszej części płyty na pochwałę zasługuje produkcja i gościnna zwrotka Onara.
MINUSY
W drugiej części płyty Miuosh wyraźnie spuszcza z tonu i kawałki zlewają mi się w jedno. Mimo, że słuchałem tej płyty nie raz i nie dwa, to nie potrafię wyróżnić innych numerów niż pierwsze trzy. W tym zlewaniu się albumu pomaga Miuosh, który całą płytę leci jednym flow, które zaczyna nużyć po jakimś czasie.

16. Cira - Zapracowany obibok 2
PLUSY
Pewne, bardzo dobre flow. Przyspieszenia wychodzą świetnie, do tego charyzmatyczny głos i „moc”. Fajne patenty na numery, niezły storytelling („Śliski temat”). Różnorodność – Cira odnajduje się w każdej konwencji jako narrator, jako moralizator, w spokojnych i bangerowych numerach. Dobre zwrotki gości (szczególnie Hukos, Zeus i Miszkers).
MINUSY
Przez tę różnorodność album traci na spójności i nie ma jakiegokolwiek klimatu. Brak też siły przebicia, jakoś nie potrafię katować „Obiboka” mimo, że to album na poziomie.

15. Okoliczny Element - Schody Donikąd
PLUSY
Luźny, zajawkowy rap na dobrych podkładach. Śmieszne linijki Meja i Ninjy, którzy nie są wirtuozami flow, ale jadą przyjemnie. Bit w „Coś dobrego, coś złego” mega. Zwrotki Lilu i Reno na propsie. Miło się słucha, w lato wchodzi idealnie. Spoko rap od spoko chłopaków.
MINUSY
Skity przy kolejnych odsłuchach irytują. Kilka gorszych numerów, które na dłuższą metę trzeba skipować. Nie pasuje Hukos do tej płyty w ogóle (choć zwrotka na propsie). 

14. VNM – De Nekst Best
PLUSY:
Flow, technika, błyskotliwe linijki, mega pancze, niezła produkcja, niektóre featy. Dostarcza ogromnych pokładów beki. VNM to raper, który może nadać nową jakość polskiej sceny, największy potencjał, zdecydowanie.
MINUSY:
Kilka „VNMowskich linijek”. Kilka gorszych numerów, przez co w całości ciężko wchodzi.


13. Hades – Nowe dobre to zło
PLUSY
Galus, zrobiłeś najbardziej klimatyczne bity w tym roku. Czuję ulice, brudne ulice, brudne tak, że mogę przytulić ich brud. Hades, wierzyłem w Ciebie od zawsze. Wiedziałem, że potrafisz mieć treść, styl i dobrą nawijkę. Dałeś radę. Wielkie dzięki za ten album.
VNM MORDO KOCHANA, zniszczyłeś, rozwaliłeś, pękałem z beki przy „Tato, nie, mogę więcej soli do ziemniaków?”.
MINUSY
Trafiają się tanie moralizatorstwa. Jednak trochę za długa. Jednak za mało różnorodna.

12. Hurragun – Hurrap
PLUSY
Boom boom bapowe bity Mżawskiego, zmuszające do bujania głową i tworzące klimat lat wczesnego hip-hopu. MCs dobrze odnajdują się w takiej konwencji i stylowo rapują na takich podkładach. „Hurrapu” po prostu chce się słuchać.
MINUSY
Nie jest to płyta dla słuchaczy, którzy oczekują ambitniejszych tekstów. Do raperów też można się przyczepić, bo mimo tego, że fajnie lecą, to geniuszami majka nie są. Ze dwa, trzy gorsze numery też się znajdą.

11. Jimson – Ucieczka z wesołego miasteczka EP
PLUSY
Jimson wrócił i znowu poskładał rap. Potrzebował czterech kawałków. CZTERECH KAWAŁKÓW, które wcale nie są idealne, którym brakuje flow Jimsona z GWPI, którym brakuje genialnym bitów Bob Aira z poprzedniej epki. Ale znowu mamy świetne teksty i porównania. Mamy celne punche, mamy kolejny raz zjedzonego VNMa. Mamy Me?How?a w formie.
MINUSY
Za krótkie, braki we flow, produkcyjnie mogło być lepiej.